Jak wygląda życie na Khao San Road?

Jak wygląda życie na Khao San Road?

Jak wygląda życie na Khao San Road, czyli głównej ulicy Bangkoku? Jakie wrażenia i przeżycia dostarczyć może serce tego miasta? Co może zaskoczyć i zadziwić? A może jest to zupełnie normalna ulica, taka jak wiele na świecie?

Jeśli ciekawią Cię odpowiedzi na przynajmniej jedno z postawionych pytań, to koniecznie czytaj dalej. A jeśli podczas lektury nasunie Ci się inne pytanie, to zostaw je w komentarzu.

Obserwuję świat swoimi oczami i oceniam przez pryzmat własnych filtrów. Możesz mieć inną percepcję. Uważam, że różnorodność jest fajna. Gdybyś miał inne refleksje,  to wiesz, gdzie możesz się nimi podzielić. Być może wyniknie z tego ciekawa dyskusja. 🙂
Po tym krótkim wstępie przechodzę do sedna artykułu i dzielę się moimi wrażeniami z Khao San Road.

 

Pierwszy raz na Khao San

Pierwszy raz na Khao San dotarłam przed południem, około godziny 11.00. Były to moje pierwsze kroki w azjatyckim mieście, więc starałam się odbierać wszystkie możliwe bodźce. Co ciekawe, było bardzo spokojnie i cicho. Właściciele sklepików dopiero zaczynali rozkładać swoje stanowiska. Przechodniów była dosłownie garstka. Tylko kilka barów z jedzeniem było otwartych. Jak na owianą licznymi legendami ulicę, rzeczywistość jakoś do nich nie pasowała. Moje pierwsze wrażenie wybrzmiewało: „Bez szału”.

khao-san-bangkoktuk-tuk-thailand

 

Natomiast później…

Wieczorem (ok. godz. 21:00) wyszłam ze swojego hotelu  przy Khao San w poszukiwaniu jedzenia (tak, mieszkałam przy samej ulicy!). Jakie było moje mnie zdziwienie na miejscu, kiedy nie mogłam poznać miejsca odwiedzonego kilka godzin wcześniej… Miałam wrażenie, jakbym znalazła się na zupełnie innej ulicy. Bardzo dużo ludzi, a z każdą chwilą coraz więcej. Niesamowita ilość stoisk z ulicznym jedzeniem. Muzyka dobiegająca z klubów po obu stronach ulicy. Były takie miejsca, gdzie stojąc obrócona w jedną stronę, słyszałam muzykę dobiegającą z jednego lokalu, a wystarczyło, że lekko się obróciłam, i na pierwszy plan przebijała się piosenka z baru naprzeciwko. Ciekawe doświadczenie stereo. 😉 To był dopiero początek poznawania Khao San. 🙂

 

Sam możesz sprawdzić, jak wygląda i gdzie ulokowany jest hotel D&D Inn Khaosan, w którym nocowałam.

D&D Inn Khaosan

 

Czas na jedzenie

W temacie jedzenia, to naprawdę było z czego wybierać. Zaczynając od owoców, które przyciągały kolorami i egzotycznym wyglądem. Co kawałek można było dorwać smoothie  z mango, marakui, smoczego owocu, pomarańczy czy dowolnie zmieszanego owocowego szaleństwa. Zastrzyk witamin zaaplikowany!

Przyszła pora na danie główne. I tu znowu trzeba było wybierać. 😉 Można było skusić się na pad thai – najbardziej popularne dane bazujące na makaronie ryżowym, smażonym w woku z jajkiem, kiełkami fasoli mung i dodatkami do wyboru (warzywa, kurczak, wołowina, owoce morza itp). Dostępne były też wcześniej przygotowane szaszłyki, zazwyczaj mięsne, kuszące opcją grillowania na miejscu. Taki rodzaj otwartej kuchni, dosłownie. Znalazła się też gotowana kukurydza serwowana w kubeczkach z masłem, a także potrawa europejsko-azjatycka, czyli kebab. 😉 
Dla spragnionych większych wrażeń czekało mięso z krokodyla, smażone owady i skorpiony nabite na patykach. Niektórzy jedzą lody na patykach, a inni skorpiony. Co kto woli. 😀

pad-thai-bangkok-thailandkhao-san-bangkok-street-food
khao-san-bangkok-foodkhao-san-bangkok-foodporn

 

Coś mocniejszego, czyli %

W barach rozciągających się po jednej i drugiej stronie można było usiąść przy piwie lub drinku XXL podanym w wiaderku. Promotorzy kusili karteczkami z napisami o dużych i mocnych wiadrach. Do tej pory myślałam, że drinki podaje się głównie w szklankach, a tu takie zaskoczenie. 😉 Jak już się usiadło w jakimś miejscu lub przystanęło z boku ulicy, to  wzrok przykuwały tańczące dziewczyny. Trzeba przyznać, że wymiatały. Po dokładniejszym przyjrzeniu się wiedziałam, że to nie są zwykłe dziewczyny, tylko lady boy’e (tzw. trzecia płeć).

Kontynuując wątek alkoholu, można go było zakupić bezpośrednio na ulicy. Wieczorowi sprzedawcy zaopatrzeni byli w lodówki turystyczne (też w wersji XXL) wypełnione lodem i schłodzonymi napojami. Jeśli ktoś chciał troszkę oszczędzić, to mógł wejść do jednego ze sklepów 7eleven (sklep osiedlowy niczym nasza Żabka czy Lewiatan) i tam pani przy kasie pytała, czy otworzyć piwo albo bez zbędnych pytań, po prostu podawała otwieracz.

 

Podsumowując Khao San Road

Jeśli Ty lub Twoi znajomi potrzebowaliby jeszcze silniejszych lub niecodziennych wrażeń, to Khao San ma coś jeszcze do zaoferowania. (Znowu) liczni promotorzy zachęcali do zakupu gazu rozweselającego i przekonywali do świetnej ceny tajskiego masażu.
Gdyby tego jeszcze było mało, to na najbardziej ekstremalnych czekało ping pong show… 

khao-san-bangkok-shopfood-thailand-fruitskhao-san-bangkok-night

Impreza działa się na całej ulicy Khao San i miała róże oblicza, jak już zresztą wiecie. Ja wybrałam spacer z piwkiem w ręce i obserwowanie otoczenia. Niespiesznie i z uśmiechem na ustach podziwiałam i dawałam się zaskakiwać. Krążyłam w krainie różnych dźwięków, zapachów i widoków. Głośna muzyka przyprawiała mnie o bicie serca. To uczucie, kiedy moc basów wybrzmiewa wewnątrz własnego ciała – zdecydowanie uwielbiam! 
Byłam tylko jedną spośród tak wielu osób, które przyszły doświadczyć tej ulicy. I każda osoba doświadczała Khao San na swój sposób. Coś pięknego! 

Ciarki przechodzą mnie na samą myśl jak o tym piszę. 😉 

Ściskam mocno! 
Ewa

P.S.  
Jeśli jeszcze nie czytałeś poprzedniego artykułu, to zapraszam do 5 powodów, dla których warto wybrać Tajlandię na podróż poślubną 🙂

Następny wpisRead more articles

Dodaj komentarz