Trekking w północnej Tajlandii

Trekking w północnej Tajlandii

Miasto Chiang Mai leżące na północy Tajlandii jest dobrą bazą wypadową do zwiedzania okolicy. Można zorganizować wycieczkę na własną rękę lub skorzystać z oferty jednego z lokalnych biur podróży. Chciałam zobaczyć tajską dżunglę, dlatego trekking był na mojej liście rzeczy obowiązkowych do zrobienia.

Nie rezerwowałam ani nie planowałam dokładnie niczego wcześniej. Stwierdziłam, że wystarczy zorientować się na miejscu i wtedy podjąć decyzję. I to była najlepsza, moim zdaniem, opcja.

W centrum miasta znajduje się bardzo wiele biur podróży oferujących pełen wachlarz wycieczek. Polecam odwiedzić kilka, żeby porównać ofertę – co zawiera i jaki jest jej koszt. Po odwiedzeniu kilku takich miejsc widać, że  sprzedają te same wycieczki (korzystają nawet z takich samych ulotek). Różnica jest widoczna w cenie i może wynosić nawet kilkadziesiąt złotych. Także warto się przespacerować i dodatkowo trochę zaoszczędzić. 🙂

Znalazłam opcję 3-dniowego wyjazdu trekkingowego za jakieś 180 zł. Cena zawierała transport, nocleg, jedzenie i atrakcje, o których możesz przeczytać niżej. 🙂 Zanim przejdę do opisu trekkingu, przygotowałam jeszcze dla Ciebie krótką listę rzeczy, które należy ze sobą zabrać na taką wycieczkę.

bananowiec trekkingpółnocna Tajlandia

Co ze sobą zabrać na trekking?

  • obuwie sportowe (może być trekkingowe, ale nie musi)
  • sandały lub japonki
  • strój kąpielowy i ręcznik
  • środek przeciwko komarom
  • krem z filtrem przeciwsłonecznym
  • chusteczki nawilżające i żel antybakteryjny
  • wygodne ubranie (coś cienkiego w ciągu dnia, bluza i długie spodnie na noc)
  • woda do picia

Ogólna zasada jest taka, że im mniej rzeczy tym lepiej. Mamy dzięki temu mniej do noszenia. Także zabieramy tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Nic w stylu „to się może przydać”.

Spakowany? To ruszamy!

Biuro podróży odbiera wycieczkowiczów ze wskazanego hotelu na terenie miasta. Podaje przybliżony czas, także wiemy, o której mamy być gotowi. Zbieranina całej wycieczki zajmuje około godziny. Finalnie jest nas 12 osób. Robimy krótki przystanek na bazarze poza miastem, żeby przewodnik mógł zrobić zapasy jedzenia i ruszamy w stronę dżungli.

Spływ tratwą bambusową

Zatrzymujemy się tuż obok rzeki. Mamy trochę czasu, żeby przebrać się w stroje kąpielowe.
Jak już wszyscy są gotowi, ruszamy w stronę rzeki, gdzie czekają już na nas 3 tratwy bambusowe. Każda sterowana jest przez wioślarza. Naszym zadaniem jest podzielić się w 4-osobowe grupy i usiąść na tratwie w taki sposób, żeby zachować odpowiedni balans.

Płyniemy rzeką jakieś 30-40 minut. Możemy rozkoszować się widokami, a wioślarz steruje naszą tratwą za pomocą bambusowego kija. Woda jest dosyć zimna, więc próbuję siedzieć na stopach, żeby być chociaż ciut wyżej. W końcu jednak się poddaję siadając po turecku i próbując zaakceptować niską temperaturę wody. Jak przygoda, to przygoda. Nie ma wymyślania! 🙂

Dopływamy do miejsca docelowego. Tam czeka już samochód z naszymi rzeczami. Wsiadamy i jedziemy dalej. Zobaczymy, gdzie tym razem.

Wysiadamy i spacerujemy kawałek ścieżką. Przewodnik informuje nas, że robimy przerwę obiadową. Każdy z nas dostaje woreczek z ryżem, warzywami i kawałkiem kurczaka. Nie sądziłam, że kiedyś woreczek ryżu nabierze tak dosłownego znaczenia. 🙂

Posileni możemy rozpocząć trekking. Przed nami jakieś 3 godziny drogi do miejsca, gdzie spędzimy dzisiejszą noc. Dosyć spokojnym krokiem idziemy przed siebie.

trekking z przewodnikiemprzewodnik Chiang Mai

Dżungla w porze suchej

Przekonujemy się, że tajlandzka dżungla w porze suchej wygląda zupełnie inaczej niż można by się spodziewać. Niemalże wyschnięte wodospady, suche ścieżki i opadłe liście, które dają podobny efekt jak podczas polskiej jesieni. Jednak wysoka temperatura (ok. 30 stopni) przypomina nam o tym, gdzie jesteśmy. Pokonujemy kolejne odległości popijając wodę i zatrzymując się w wyznaczonym miejscu, gdzie czeka niepozornie wyglądająca skrzynia. Przewodnik znajduje skrytkę z kluczem i ją otwiera. Okazuje się, że to lodówka turystyczna. A w niej schłodzone napoje: woda, cola i piwo. Dzięki temu lokalni mieszkańcy mogą coś dorobić na wycieczkach trekkingowych, a my mamy możliwość schłodzenia się w samym środku dżungli. 

trekking pora suchatrekking Tajlandiaognisko i drewniana chata

Noc z tubylcami

Trekking na dzisiaj dobiega końca. W końcu docieramy do miejsca noclegu – plemiennej wioski.

Jak opowiada nasz przewodnik, wioska została założona przez mieszkańców Birmy. Znaleźli tu schronienie przed wojną domową w swoim kraju. Król Tajlandii pozwolił im zostać pod trzema warunkami:

  • nie będą wycinać lasów,
  • nie będą polować na zwierzęta,
  • nie będą uprawiać narkotyków.

Plemię przystało na te warunki. Członkowie trudnią się rolnictwem i hodowlą zwierząt. Niestety ta praca nie zapewnia im wystarczających środków na przetrwanie, stąd pomysł, żeby otworzyć się na turystów. Dzięki temu mogą mieszkać gdzie mieszkają (nie chcą przeprowadzić się do miasta) i wysłać przynajmniej niektóre dzieci do szkoły.

Tutaj czeka już na nas drewniana chatka z materacami, kocami i moskitierami. Nasz dzisiejszy hotel ma coś w rodzaju klimatyzacji –  szczeliny między deskami i brak drzwi, także na pewno nie grozi nam brak czystego powietrza 😉

nocleg w Tajlandii

Przewodnik pokazuje gdzie jest prysznic komentując, że jeśli odkręcimy kurek i woda poleci, to prysznic będzie. Jedna z dziewczyn od razu idzie to sprawdzić. Niestety nasza grupa szczęścia dzisiaj nie ma i prysznica nie będzie.

Pociesza nas natomiast widok naszej dzisiejszej kolacji. W żeliwnych naczyniach nad ogniskiem gotuje się dla nas ryż oraz kurczak curry z warzywami. 
Zasiadamy przy drewnianym stole do wspólnego posiłku, która jest przepyszny i bardzo sycący. Później kupujemy piwo z przenośnej lodówki turystycznej i siadamy do ogniska. Trzeba przyznać, że jest miły klimacik. Zmęczeni nakładamy wszystkie ciepłe ubrania jakie ze sobą zabraliśmy, przykrywamy się przygotowanymi kocami i zasypiamy. Przed nami jeszcze dwa dni trekkingu.

Obudzić mogą różne rzeczy. Może to być uczucie chłodnego poranka czy odgłosy koguta. Zbieramy się przy ognisku gdzie w czajniku gotuje się herbata i woda na kawę. Dziś na śniadanie serwowane są tosty z grilla z masłem i dżemem, gotowane jajko, banany i arbuzy.

Rozdzielamy się na dwie grupy. Część osób zdecydowała się na dwudniową wycieczkę, ja natomiast z grupą odważniejszych wybrałam trekking trzydniowy.

pole ryzowe

Trekking: dzień drugi

Plan na dzisiejszy dzień jest następujący: około 2 godzin trekkingu, przerwa w lokalnej wiosce na obiad, kolejne 2 godziny trekkingu.

Po kilku godzinach podążania za przewodnikiem, z przerwami na picie i jedzenie, docieramy do kolejnej drewnianej chaty, w której spędzimy naszą drugą noc w tajskiej dżungli. Tym razem jest opcja prysznicu, bardzo naturalna. Wskakujemy w stroje kąpielowe i idziemy do pobliskiego wodospadu. Bez mydła, ale za to pod bieżącą wodą próbujemy choć trochę się odświeżyć. Jaka ulga!

Wracamy do chatki, gdzie nasz przewodnik przygotował już kolację. Tradycyjnie ryż z warzywami i odrobiną kurczaka. Dla amatorów mocnego smaku dostępna jest także ostra papryczka.

Podobnie jak wcześniej kupujemy piwa i zasiadamy przy ognisku na wieczorne rozmowy. Trekking trochę meczy i trzeba się zregenerować, a przy okazji podzielić wrażeniami z dzisiejszego dnia.
Trzeba przyznać, że mieszkańcy wymyślili bardzo ciekawy system. Lodówka zostaje otwarta i każdy turysta może do niej sięgnąć o dowolnej porze. Wystarczy tylko zaznaczyć kreską na tekturowej tablicy, co się bierze. Na rozliczenie przyjdzie czas rano.

Noc mija w podobnych warunkach. Mamy materace, śpiwory i koce. Staramy się przykryć jak najdokładniej to możliwe i zasypiamy.

Po przespanej nocy witamy już trzeci dzień trekkingu. Nasz przewodnik żegna się z nami i oddaje nas w ręce innej grupy. Kolejne godziny trekkingu przed nami. Dziś główną atrakcją jest wizyta w sanktuarium słoni, ale o tym już w kolejnym wpisie…

Następny wpisRead more articles

Dodaj komentarz